Gdy Jezus przechodził, ruszyli za Nim dwaj niewidomi, którzy wołali głośno: «Ulituj się nad nami, Synu Dawida!» Gdy wszedł do domu, niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: «Wierzycie, że mogę to uczynić?» Oni odpowiedzieli Mu: «Tak, Panie!» Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: «Według wiary waszej niech wam się stanie». I otworzyły się ich oczy, a Jezus surowo im przykazał: «Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie!» Oni jednak, skoro tylko wyszli, roznieśli wieść o Nim po całej tamtejszej okolicy.

 

Współczesny świat pogrąża się w ślepocie moralnej. Na naszych oczach toczą się wojny, które wszczynają ludzie zaślepieni żądzą władzy, posiadania i nie wiadomo czego jeszcze.

Jezus pyta nas dzisiaj, czy mamy na tyle silną wiarę, aby spojrzeć głębiej. Pyta, jednocześnie zachęcając do spojrzenia na własne życie w świetle Jego nauki; do spojrzenia na naszą rzeczywistość Jego oczami, oczami serca i duszy.

Jezus chce nas ocalić! Nie bójmy się wołać o pomoc! Nie bójmy się wykrzyczeć naszej prośby, naszej bolączki, naszego niezrozumienia i bezradności. I nawet nie o to chodzi, że podniesiony głos jest lepiej słyszalny, ale często tenże właśnie krzyk jest takim ostatnim rozpaczliwym wołaniem o pomoc, kiedy wszelkie inne możliwości rozwiązania danego problemu zostały już po ludzku definitywnie wyczerpane.

Słyszymy, ile teraz mówi się o samobójstwach, szczególnie wśród Młodych. Myślę, że wielu tych dramatycznych sytuacji udałoby się uniknąć, gdybyśmy naprawdę słuchali, gdybyśmy zatrzymali się, starając się dostrzec i właściwie zinterpretować rozpaczliwie wysyłane sygnały...

Jezu, ulituj się nad nami! Otwórz oczy naszych serc, by nasza wewnętrzna wrażliwość, pogłębiona Twoją łaską i darami Ducha Świętego, postrzegała rzeczy niedostrzegalne ludzkimi zmysłami. I przymnóż nam wiary, Panie, byśmy rzeczywiście mogli doświadczać mocy Twojego uzdrowienia.

Serce Jezusa, hojne dla wszystkich, którzy Cię wzywają, zmiłuj się nad nami.