Objawienie Jezusa Chrystusa, które dał Mu Bóg, aby ukazać swym sługom, co musi stać się niebawem i co On, wysławszy swojego anioła, oznajmił przez niego za pomocą znaków słudze swojemu, Janowi. Ten poświadcza, że słowem Bożym i świadectwem Jezusa Chrystusa jest wszystko, co widział. Błogosławiony, który odczytuje, i ci, którzy słuchają słów proroctwa, a strzegą tego, co w nim napisane, bo chwila jest bliska. Jan do siedmiu Kościołów, które są w Azji: «Łaska wam i pokój od Tego, Który jest i Który był, i Który przychodzi, i od siedmiu Duchów, które są przed Jego tronem. Usłyszałem Pana mówiącego do mnie: Aniołowi Kościoła w Efezie napisz: To mówi Ten, który trzyma siedem gwiazd w prawej ręce, Ten, który się przechadza wśród siedmiu złotych świeczników: Znam twoje czyny: trud i twoją wytrwałość, i to, że złych nie możesz znieść i że próbie poddałeś tych, którzy zwą samych siebie apostołami, a nimi nie są, i że ich znalazłeś kłamcami. Ty masz wytrwałość, i zniosłeś cierpienie dla imienia mego – niezmordowany. Ale mam przeciw tobie to, że odstąpiłeś od twej pierwotnej miłości. Pamiętaj więc, skąd spadłeś, i nawróć się, i poprzednie czyny podejmij!»

 

Ostatnia księga Pisma Świętego to Apokalipsa, której nazwa oznacza objawienie. 

Bóg nie chce nas zaskakiwać, w takim sensie, że nie czeka, żeby nas przyłapać na gorącym uczynku, ale jest Bogiem, który się objawia. Mówi o sobie i daje „instrukcję obsługi” życia. Błogosławiony, który odczytuje, i ci, którzy słuchają słów proroctwa. 

Dzisiejsze pierwsze czytanie to fragment Apokalipsy, który zawiera Słowo do Kościoła w Efezie. W tym liście Bóg pokazuje, że zna ten Kościół. Wie, czego doświadcza: znam twoje czyny: trud i twoją wytrwałość. Wie również, że ten Kościół przeżywa mocno, jeśli okazuje się, że ci, którzy mu przewodzą, upadają, że nie są wierni, że ich życie jest kłamstwem. Tak, to jest wielki cios dla przeżywania wiary. 

To jednak nie jest powód do tego, by zaniedbywać relację z Bogiem, ale – jak zapisał to św. Jan – czas, by przystąpić do pierwotnej miłości. To znaczy wrócić do tego, co mnie w Bogu zachwyciło, co mnie przekonało, że za Nim poszedłem, że Jego Słowo bardziej przemówiło niż moje uczucia, pragnienia, plany, cokolwiek innego. 

Pierwotna miłość to zachwyt, że Bóg mnie kocha za darmo, uprzednio, bezinteresownie, że wszystko nabiera innego koloru, innej wartości, jeśli Bóg jest w centrum, a nie cokolwiek i ktokolwiek inny. 

Jakże to Słowo jest o Kościele, który znam, a ten Efez zdaje się być moim drugim imieniem.