Sprawiedliwy, choćby umarł przedwcześnie, znajdzie odpoczynek. Starość jest czcigodna nie przez długowieczność i liczbą lat się jej nie mierzy: sędziwością u ludzi jest mądrość, a miarą starości życie nieskalane. Ponieważ spodobał się Bogu, znalazł Jego miłość, i żyjąc wśród grzeszników, został przeniesiony. Zabrany został, by złość nie odmieniła jego myśli albo ułuda nie uwiodła duszy: bo urok marności przesłania dobro, a burza namiętności mąci prawy umysł. Wcześnie osiągnąwszy doskonałość, przeżył czasów wiele. Dusza jego podobała się Bogu, dlatego pospiesznie wyszedł spośród nieprawości. A ludzie patrzyli i nie pojmowali, ani sobie tego nie wzięli do serca, że łaska i miłosierdzie nad Jego wybranymi i nad świętymi Jego opatrzność.

 

Słucham dziś zarówno słów Księgi Mądrości, jak i kilku zdań zapisanych w pierwszym z listów św. Jana i mam w głowie obraz młodego chłopaka z rozanieloną twarzą ściskającego różaniec z wdzięcznością, że za chwilę umrze (bo w końcu prosił jakieś cztery dni wcześniej diakona Wawrzyńca o wsparcie w modlitwie o śmierć w uroczystość Matki Jezusa). I z całą bezradnością jednocześnie zazdroszcząc nieco osiemnastolatkowi takiej wiary i miłości, uśmiecham się na widok zdania: „A ludzie, choć patrzyli, nie pojęli ani sobie do serca tego nie wzięli, że łaska i miłosierdzie nad Jego wybranymi i opieka na Jego świętymi” (Mdr 4,14b–15).

Bo nie chodzi o żadną rozpacz nad straconym życiem czy wzdychanie „Przecież mógł jeszcze tyyyyyle zrobić” albo zaciśnięte z bezsilności dłonie (i serce przy okazji) w niemym pytaniu „Boże – dlaczego?!”. Tutaj pierwszeństwo ma miłość – czasami zazdrosna, często niezrozumiana, więc i niekochana, a bywa i tak, że nieprzyjęta, bo wiązałoby się to z koniecznością dźwignięcia się z przysłowiowej kanapy…

Dlatego bez zbędnych rozważań chcę i Ciebie, i siebie namówić, byśmy właśnie dziś dali odpowiedź w kwestii dla Stanisława Kostki oczywistej – czy TA miłość naprawdę jest priorytetem również dla nas?