Na to rządca rzekł sam do siebie: Co ja pocznę, skoro mój pan pozbawia mię zarządu? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem, co uczynię, żeby mię ludzie przyjęli do swoich domów, gdy będę usunięty z zarządu. Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: Ile jesteś winien mojemu panu? Ten odpowiedział: Sto beczek oliwy. On mu rzekł: Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz: pięćdziesiąt. Następnie pytał drugiego: A ty ile jesteś winien? Ten odrzekł: Sto korcy pszenicy. Mówi mu: Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt. Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości.

 

Jesteśmy tacy zapobiegliwi, troskliwi, a czasem wręcz przewidujący. A wszystko to tylko na podłożu naszego ziemskiego życia. Gdybyśmy tak samo spojrzeli i zapobiegali o naszego ducha, o wiarę, to okazałoby się, iż wkradła się tu dziwna beztroska, brak odpowiedzialności a nawet lekkomyślność. Jaka to wielka tragedia, gdy zapomnimy wymienić olej w samochodzie i silnik się zatrze! A czy nie większa tragedia, gdy z duchowego lenistwa i pochopności zatrą się nasze duchowe tryby? Tam tracimy samochód, a nawet parę kilo złomu, tu - zatracamy wieczność. Różnica jest wielka, tylko czy ja ją widzę? Otwórzmy nasze oczy na to, co najistotniejsze a niewidzialne.