Ani ucho nie słyszało, ani oko nie widziało, żeby jakiś bóg poza Tobą czynił tyle dla tego, co w nim pokłada ufność. Wychodzisz naprzeciw tych, co radośnie pełnią sprawiedliwość i pamiętają o Twych drogach. Oto Tyś zawrzał gniewem, bośmy grzeszyli przeciw Tobie od dawna i byliśmy zbuntowani. My wszyscy byliśmy skalani, a wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata. My wszyscy opadliśmy zwiędli jak liście, a nasze winy poniosły nas jak wicher. Nikt nie wzywał Twojego imienia, nikt się nie zbudził, by się chwycić Ciebie. Bo skryłeś Twoje oblicze przed nami i oddałeś nas w moc naszej winy. A jednak, Panie, Tyś naszym Ojcem. Myśmy gliną, a Ty naszym twórcą. Dziełem rąk Twoich jesteśmy my wszyscy.

 

A my tak trochę po omacku rozpoczynamy każdy adwent. Czekamy tak trochę nie na to co trzeba. Bo nie o choinkę, mikołaja, kolędy i wigilię tu chodzi, ale o ciebie i Boga, który chciałby świętować z tobą i zawsze i na zawsze. Wołać więc nie przestawaj w adwencie, by i nad tobą rozdarło się niebo, byś doświadczył przede wszystkim Jego obecności a nie tylko św. Mikołaja.