Jezus powiedział do swoich uczniów: "Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka. Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie. A teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie. Już nie będę z wami wiele mówił, nadchodzi bowiem władca tego świata. Nie ma on jednak nic swego we Mnie. Ale niech świat się dowie, że Ja miłuję Ojca i że tak czynię, jak Mi Ojciec nakazał".

 

Wojna w nas i pomiędzy nami trwa prawie od początku. Właściwie tylko dwa pełne rozdziały Biblii (Rdz 1-2) – z przeszło tysiąca wszystkich – mówią o pokoju pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Jezus, więc przychodzi do nas jak na wojnę i ofiarowuje na nowo pokój. Świat nie może go nam dać, bo nie jest jego źródłem. Tylko Ten może nam na nowo dać pokój, w którym on jest trwały – wieczny, jako pełnia wszelkich dobrodziejstw, a nie tylko jako brak walki.

Tylko czyste źródło może powoli oczyścić rzekę, która stała się ściekiem, o ile została odcięta od ścieków.

Trwoga i lęk może się rodzić z powodu nieobecności fizycznej Jezusa i jest jednym z tych nieczystych dopływów, który kradnie nam pokój serca. Dotyczyło to apostołów podczas mowy Jezusa w czasie Ostatniej Wieczerzy, ale również dotyczy to każdego z nas w obliczu przebiegłości „władcy tego świata, czyli szatana, który nieustannie wzbudza i podsyca w nas oraz pomiędzy nami wszelki konflikt, kradnie nam nadzieję, oskarża.

Jezus uprzedza wydarzenia, aby dać uczniom oparcie w chwilach trudnych. Zniknie z oczu (śmierć, a potem wniebowstąpienie), ale będzie mógł być obecny pośród nas w nowy, głębszy sposób. Ostatecznie na końcu (czyli niebawem) przyjdzie ponownie, aby być realnie i widzialnie naszym wiecznym pokojem i radością. Miłujący i słuchający obietnic Jezusa radują się, ponieważ Jezus okazał się jako Ten, który jest wierny obietnicom: zmartwychwstał, żyje i obdarza pokojem mocniejszym niż wszelka wojna i strach.

Kiedy więc Jezus zaczyna w nas coraz mocniej płynąć, szatan, nie znajdzie w nas swego ujścia i nie będzie się przez nas przelewał. Rzeka pokoju, radości, pewności, komunii ze Źródłem, czyli od Jezusa wypełni nas, popłynie i rozleje się wokół nas. Możemy i powinniśmy być ludźmi pokoju Boga pośród świata! Owszem, jak czytamy dzisiaj w pierwszym czytaniu, „przez wiele ucisków trzeba nam wejść do królestwa Bożego” (Dz 14, 22), ale przechodząc przez uciski, wojny i trudy, może Jezus przez nas wielu obdarzyć swoim pokojem.