Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, z tego, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga, Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz został posłany, aby zaświadczyć o światłości. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: «Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie». Z Jego pełności wszyscy otrzymaliśmy – łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało dane za pośrednictwem Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział; ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył.

 

Dramat tamtej nocy..., dramat, którego tak często nie wyczuwamy, czytając Ewangelię, otuleni ciepłą i miłą jak wełniany szalik atmosferą świąt... Dramat narodzin wytęsknionego Zbawiciela, oczekiwanego Mesjasza, przyzywanego nieustannie Pana... – w ciszy nierozpoznania, niedostrzeżenia. Śpi zapyziałe, choć dumne ze swych królewskich aspiracji Betlejem, śpi teologicznie nadęta i zadufana w sobie Jerozolima. Śpią kapłani i mędrcy, pobożni i obojętni religijnie, śpią syci życia i wciąż życia głodni – ja też śpię... Choć tęskniłem, czekałem, przyzywałem...

A jednak dramatyczną ciemność tamtej nocy rozrywa blask rozpalanej przez Boga nadziei, kiedy banda nieprzygotowanych pod każdym względem wyrzutków słyszy: dziś w mieście Dawida urodził się WAM Zbawiciel, Mesjasz, Pan!

I odkrycie, że Boży pokój wcale nie jest zarezerwowany dla tych, którzy „legitymują się” odpowiednio wysokim poziomem dobrej woli, ale dla ludzi – wszystkich ludzi! – których w tę noc Bóg chce – naprawdę chce! – obdarować swym pokojem.