Jezus zobaczył celnika, imieniem Lewi, siedzącego na komorze celnej. Rzekł do niego: "Pójdź za Mną!" On zostawił wszystko, wstał i z Nim poszedł. Potem Lewi wydał dla Niego wielkie przyjęcie u siebie w domu; a był spory tłum celników oraz innych ludzi, którzy zasiadali z nimi do stołu. Na to szemrali faryzeusze i uczeni ich w Piśmie, mówiąc do Jego uczniów: "Dlaczego jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami?" Lecz Jezus im odpowiedział: "Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać do nawrócenia się sprawiedliwych, lecz grzeszników".

 

W życiu wiele okazji świętujemy wydając przyjęcie, jak np. doprowadzenie do końca jakiegoś dzieła lub początek nowego etapu. Klasycznym tego przykładem są zaślubiny. Lecz można też świętować powrót z pełnej przygód podróży, ze szpitala, z wojny. Lewi organizuje wielkie przyjęcie, ponieważ nawrócił się do nowego życia, decyduje się iść za Chrystusem. To przyjęcie stanowi część składową jego pokuty.

Słowo "pokuta" nie brzmi dobrze w dzisiejszym społeczeństwie. Sakrament pojednania zdaje się być sprowadzany tylko do niezbyt przyjemnego wyznania grzechów. Musimy uzmysławiać sobie to, o czym chcielibyśmy zapomnieć. A przecież przyznanie, że się zbłądziło, i podjęcie decyzji o poprawie, jest jednym z najradośniejszych momentów w życiu. Jest w nas moc Ducha Świętego, który daje życie wieczne.

Nie zniechęcajmy się więc, że spowiadając się zawsze z tych samych grzechów, nie zauważamy żadnej poprawy. Już sam fakt, że po tylu upadkach jesteśmy zdolni powstawać na nowo, jest radosną nowiną i nadzieją na życie w Bogu.