Bracia: Miłość Chrystusa przynagla nas, pomnych na to, że skoro jeden umarł za wszystkich, to wszyscy pomarli. A właśnie za wszystkich umarł Chrystus po to, aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał. Tak więc i my odtąd już nikogo nie znamy według ciała; a jeśli nawet według ciała poznaliśmy Chrystusa, to już więcej nie znamy Go w ten sposób. Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe. Wszystko zaś to pochodzi od Boga, który pojednał nas z sobą przez Chrystusa i zlecił nam posługę jednania. Albowiem w Chrystusie Bóg jednał ze sobą świat, nie poczytując ludziom ich grzechów, nam zaś przekazując słowo jednania. Tak więc w imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo jakby Boga samego, który przez nas udziela napomnień. W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem. On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą.

 

Dzisiejsze Słowo zaprasza nas bardzo mocno do tego, byśmy ze względu na Chrystusa nie czuli się dla siebie nawzajem obcymi, ale byśmy odkrywali w drugim człowieku siostrę czy brata. Problemem wielu naszych parafii jest właśnie to, że jesteśmy dla siebie obcy. To chyba takie polskie...

Kilka dni temu usłyszałem w radiu pewnego kierowcę, który w rozmowie telefonicznej na antenie stwierdził, że "Polacy są narodem, który się po prostu nie lubi." Stwierdził to po zachowaniu użytkowników dróg. Niestety, podobne wrażenie można nieraz odnieść, idąc do kościoła... Zacznijmy więc to zmieniać. Podejmijmy "aktywne bohaterstwo służby", o którym mówi papież Franciszek, oparte na wzajemnej życzliwości i odkrywajmy w otaczających nas ludziach siostry i braci – szczególnie w tych ochrzczonych!