Jeśli urzeczeni ich pięknem wzięli je za bóstwa - winni byli poznać, o ile wspanialszy jest ich Władca, stworzył je bowiem Twórca piękności; a jeśli ich moc i działanie wprawiły ich w podziw - winni byli z nich poznać, o ile jest potężniejszy Ten, kto je uczynił. Bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę. Ci jednak na mniejszą zasługują naganę, bo wprawdzie błądzą, ale Boga szukają i pragną Go znaleźć. Obracają się wśród Jego dzieł, badają, i ulegają pozorom, bo piękne to, na co patrzą. Ale i oni nie są bez winy: jeśli się bowiem zdobyli na tyle wiedzy, by móc ogarnąć wszechświat - jakże nie mogli rychlej znaleźć jego Pana?

 

Wydaje mi się, że Kościół coraz częściej stoi na straży tego co naturalne. W ten sposób broni wiary.

Kościół wskazuje za nauką, że w łonie kobiety jest dziecko.

Kościół poucza, że zawsze kobieta to kobieta a mężczyzna to mężczyzna. 

Kościół patrząc na świat mówi, że za tym wszystkim stoi Bóg.

W czym jest jednak problem, że człowiek w swojej pysze neguje to wszystko i sam tworzy rzeczywistość na miarę siebie.

Czy jednak nie warto w tym wszystkim poszukać Boga?