Jezus powiedział do swoich Apostołów: „Miejcie się na baczności przed ludźmi. Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić. Gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony".

 

Absolutny brak poprawności politycznej. Jak można burzyć sielankowy nastrój narodzin bezbronnej Dzieciny opisem tragicznej śmierci pierwszego męczennika? Mówić dzisiaj o gotowości oddania życia – toż to przecież już nie ta epoka. Idziemy do kościoła pośpiewać kolędy, obejrzeć szopkę, posłuchać, albo i nie, kazania, bo to tak się jakoś wpisuje w nasz pejzaż świętowania. Ale wymagać czegoś więcej w sferze religijnej? Na co i po co to komu?

A jednak Kościół niezmienne głosi Dobrą Nowinę o nowym narodzeniu, i to do wieczności. Jego nauczanie chce wyrywać nas nieustannie z ciasnoty czysto ziemskiego patrzenia na życie. Ileż bowiem dramatów na tym świecie będących owocem utraty perspektywy życia wiecznego jako całkowitego spełnienia najskrytszych i najgłębszych pragnień człowieka! Narodzenie Jezusa na ziemi jest światłem prawdy ukazującym sens wszystkiego, co się na niej dzieje.

Wydarzenie męczeńskiej śmierci Szczepana jest nierozdzielnie związane z narodzeniem Zbawiciela. Czy i my odważymy się patrzeć na wszystko, co nas w życiu spotyka, w tym samym świetle?

Prośmy Ducha Świętego, którego tak wspaniale przyjął św. Szczepan, aby i w nas dokonywał takiego otwarcia serca na prawdziwe życie, które nie boi się nawet śmierci, ale widzi w niej bramę do wiecznego szczęścia.