Mówił do nich: "Nie bierzcie nic na drogę: ani laski, ani torby podróżnej, ani chleba, ani pieniędzy; nie miejcie też po dwie suknie. Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, pozostańcie tam i stamtąd będziecie wychodzić. Jeśliby was gdzieś nie przyjęli, wychodząc z tego miasta, strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo przeciwko nim!" Wyszli więc i chodzili po wsiach, głosząc Ewangelię i uzdrawiając wszędzie.

 

Jak Chrystus posyła apostołów, tak i posyła i mnie co dzień, i chce wyposażyć we wszystko, co potrzebne, by ogłaszać Jego Królestwo, by świadczyć o Nim. Ta świadomość zobowiązuje. Widzę, jak często dezerteruje przed tym posłaniem. Bo tak wygodnie, bez żadnych zobowiązań dodatkowych, przecież praca, dom, zmagania z codziennością. Bo jak zapytam, co rano, "Panie, do czego mnie dziś posyłasz?", "oddaje się Tobie, jestem do dyspozycji" – to już Jego sprawy stają na pierwszym miejscu a nie moje. A nieraz to niewygodne, więc nawet nie pytam...