Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: „Oto mój Sługa, którego wybrałem, umiłowany mój, w którym moje serce ma upodobanie. Położę ducha mojego na Nim, a On zapowie prawo narodom. Nie będzie się spierał ani krzyczał, i nikt nie usłyszy na ulicach Jego głosu. Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi. W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą”.

 

Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach. (Ef 3,17) Oto mój Sługa, którego wybrałem; Umiłowany mój, w którym moje serce ma upodobanie. Położę ducha mojego na Nim. Przyjście Jezusa było zapowiadane w Starym Testamencie. Lud wybrany oczekiwał na Mesjasza, wielu wciąż czeka. Gdy Pan Jezus przyszedł, okazało się, że nie jest do końca taki, jak się spodziewano.

Niektóre teksty bardzo pasowały do Jego osoby, jak opis cytowany w dzisiejszej Ewangelii. Ale pewnie wielu z nas (w końcu jesteśmy chrześcijanami) zgodzi się, że Jezus jest posłany przez Boga. Czy jednak na pewno Jezus jest dla mnie Kimś naprawdę ważnym, wyczekiwanym Synem Bożym? Czy Jego słowa są drogocennymi perłami, bo przecież pochodzą od samego Boga? A może nadal czekam na kogoś? Czy mogę powiedzieć o swoim życiu, postępowaniu, podejmowanych decyzjach, tak jak św. Paweł: „teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga ,20)? Ten cytat z encykliki papieża Franciszka przychodzi mi do głowy. Przytoczę jeszcze jeden, znajdujący się tuż po nim w Lumen Fidei, który w kontekście dzisiejszej Ewangelii wydaje mi się zachętą dla każdego z nas: „niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach” (Ef 3,17).