Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: «Pójdźcie wy sami osobno na pustkowie i wypocznijcie nieco». Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu. Odpłynęli więc łodzią na pustkowie, osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich wyprzedzili. Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać o wielu sprawach.

 

Zawsze, kiedy czytałem ten fragment Ewangelii, wydawało mi się, że chodzi o to, że Pan Jezus powołał oddział komandosów, którzy nie bacząc na zmęczenie, trud, głód zaglądający w oczy – będą zawsze gotowi „obsłużyć” ludzi szukających Jezusa. Było w tej wizji coś pretensjonalnego...

Coraz bardziej dociera do mnie, że w tej sytuacji trzeba posłuchać Jezusa. To znaczy:

– odpocząć nieco

– udać się na inny brzeg (inne miejsce, inny dom)

– pozwolić ludziom czasem szukać i odnaleźć Jezusa samodzielnie, pozwolić im odczuć pragnienie, tęsknotę za Jezusem, podjąć trud drogi, niepewność szukania...

–  pozwolić Jezusowi samemu przemawiać do serca słuchaczy.

Przestać myśleć, że wszystko zależy ode mnie...