Paweł, posławszy z Miletu do Efezu, wezwał starszych Kościoła. A gdy do niego przybyli, przemówił do nich: «Uważajcie na samych siebie i na całe stado, nad którym Duch Święty ustanowił was biskupami, abyście kierowali Kościołem Boga, który On nabył własną krwią. Wiem, że po moim odejściu wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając stada. Także spośród was samych powstaną ludzie, którzy głosić będą przewrotne nauki, aby pociągnąć za sobą uczniów. Dlatego czuwajcie, pamiętając, że przez trzy lata we dnie i w nocy nie przestawałem ze łzami upominać każdego z was. A teraz polecam was Bogu i słowu Jego łaski władnemu zbudować i dać dziedzictwo ze wszystkimi świętymi». Po tych słowach upadł na kolana i modlił się razem ze wszystkimi.

 

Odnoszę nieodparte wrażenie, że kluczem do całego przemówienia Pawła jest zdanie, którego co prawda nie usłyszymy w liturgii, ale na które trzeba zwrócić uwagę podczas lektury mowy w Milecie: „Nie uważam swojego życia za warte ceny choćby jednego słowa, bylebym tylko dopełnił swego biegu i tej posługi, którą otrzymałem od Pana Jezusa, bylebym tylko świadczył do końca o Ewangelii łaski Boga” (Dz 20,24). Jest w Pawle tak głębokie przekonanie, że sensowność całego życia zależy od posłuszeństwa słowu i łasce Boga, która, oślepiając go na trzy dni, w rzeczywistości otwarła mu oczy pod Damaszkiem na perspektywę, o której nie miał pojęcia – że Apostoł Narodów nie potrafi inaczej żyć, jak tylko głosząc najlepszą ze wszystkich wiadomości – zbawienie w Jezusie Chrystusie.

Oczywiście zarówno on, jak i całe grono apostolskie zdaje sobie sprawę z pokusy błędów i doświadczenia zwykłej ludzkiej słabości albo – co gorsza – wyrachowanej przewrotności, które wystawiają i prezbiterów, i wspólnoty przez nich prowadzone na niebezpieczeństwo odejścia od drogi Ewangelii. Dlatego w słowie św. Pawła słychać niezwykłą natarczywość prośby o ludzką czujność i łaskę Boga, która buduje Kościół.

Dzisiejszą liturgią dziękujemy Bogu za wyraźne i słyszalne do naszych czasów echa tej czujności i działania łaski w życiu biskupa Stanisława ze Szczepanowa, jednocześnie prosząc o taką bezkompromisowość dla współczesnych pasterzy i dla każdego, kto przekonał się o mocy Ewangelii. Zatem niech nam nie braknie odwagi i wrażliwości, by nie przegapić żadnego z  błogosławieństw, które Ojciec, Syn i Duch Święty rozdają dziś Kościołowi +