Jezus mówił do tłumów: «Gdy ujrzycie chmurę podnoszącą się na zachodzie, zaraz mówicie: „Deszcz idzie”. I tak się dzieje. A gdy wiatr wieje z południa, powiadacie: „Będzie upał”. I bywa. Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże chwili obecnej nie rozpoznajecie? I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne? Gdy idziesz do sprawującego władzę ze swym przeciwnikiem, staraj się w drodze dojść z nim do zgody, by cię nie zaciągnął do sędziego; a sędzia przekazałby cię dozorcy, dozorca zaś wtrąciłby cię do więzienia. Powiadam ci, nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni pieniążek».

 

Żyjemy w czasach, kiedy wszyscy na wszystkim się znają. Lubimy wypowiadać się na każdy temat, czasem zupełnie nie mając pojęcia o konkretnej dziedzinie, a już najlepiej wiemy, co jest dla kogo dobre albo co zrobilibyśmy, będąc na czyimś miejscu.

Zawsze rozbawia mnie podsumowanie, puenta – „bo tak”.

Często traktujemy pewne tematy (niezmiernie pewnie dla niektórych istotne) zbyt powierzchownie, zbyt ogólnikowo, a do innych znowuż nazbyt mocno się „przykładamy” ;). No cóż, tak jesteśmy skonstruowani, że różne rzeczy nas fascynują i cieszą – i dobrze, bo nudno byłoby, gdybyśmy byli jednakowi, i być może bylibyśmy sobie niepotrzebni, gdybyśmy faktycznie znali się na wszystkim.

Warto dziś zastanowić się nad trafnością, słusznością swoich decyzji i wyborów. Warto przeanalizować, co lub kto stał się dla mnie autorytetem, z czyim zdaniem się liczę, o czyje względy zabiegam. A może jestem już tak zapatrzona w słuszność i nieomylność swoich kroków, że każdą poradę i życzliwe słowo traktuję niemalże jak zamach na swoją wolność.

Panie, proszę o łaskę roztropności, właściwego rozeznawania. Proszę, otwieraj oczy mojego serca, by moje wybory i decyzje były Tobie miłe i zgodne z Twoją świętą wolą.

Jezu, ufam Tobie!