Jezus przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: «Odszedł od zmysłów».

 

Tak mało tekstu, a tak głębokie treści. Rozważając ten fragment możemy wysnuć wiele myśli.

Jezus przychodzi do domu po dniu ciężkiej pracy. Towarzyszyły mu tłumy ludzi, którzy słuchali Jego nauk, oczekiwali uzdrowienia zarówno z chorób ciała, jak i duszy. Nikomu nie odmawiał. Jego najbliższe otoczenie nie mogło pojąć, że nie jest asertywny, nie odmawia nikomu kontaktu ze sobą. Postępowanie Jezusa było dla nich niezrozumiałe. W ten sposób, ich zdaniem, mógł postępować tylko „człowiek szalony”. Nie mogli pojąć, że Jezus chciał być jak najbliżej ludzi. Nie mogli wiedzieć, że znał swoją przyszłość. Chciał wykorzystać maksymalnie czas, gdy przebywał wśród ludzi. Chciał maksymalnie przekazać swoją naukę o królestwie Bożym. Chciał ulżyć ludziom w cierpieniach, które dotykały ich życie cielesne. Nie liczył się z własnym, ludzkim zmęczeniem. Był dla ludzi w każdej chwili całym sobą.

Czy my potrafimy oddać się innym całym sobą? Poświęcić się dla drugiego potrzebującego człowieka tak bez reszty?