Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!». Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich Jezus: «Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi». A natychmiast, porzuciwszy sieci, poszli za Nim. Idąc nieco dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni, zostawiwszy ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi, poszli za Nim.

 

Współczesna kultura, a co za tym idzie, obecny styl życia pokazują, że wyjście wcale nie jest łatwe, chyba że gdzieś lub na coś, co przyniesie nam przyjemność, podniesie naszą adrenalinę, będziemy mieli z tego jakiś zysk.

Czy w te doświadczenia wpisuje się pójście za Jezusem? Trzeba jeszcze dodać, że za prawdziwym, a nie za Tym, którego sami sobie wymyśliliśmy… Łatwo zauważyć, że nie jest proste, odpowiedzieć na wezwanie Chrystusa, i to nie tylko na to nazywane przez nas „powołaniem”, ale także na to wynikające z przyjęcia chrztu świętego, bo to wtedy po raz pierwszy zostaliśmy powołani… Jeśli już poszliśmy, to warto zobaczyć, czy nadal idziemy… Może przystanęliśmy, a może nie do końca idziemy „za”, może „przed” i sami wytyczamy drogę… Warto zrobić remanent naszego wędrowania, byśmy dotarli do celu, który ma dla nas Jezus, a nie my sami lub inni.