Gdy Eliasz przyszedł do Bożej góry Horeb, wszedł do pewnej groty, gdzie przenocował. Wtedy Bóg rzekł: «Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana!». A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały szła przed Panem; ale Pana nie było w wichurze. A po wichurze – trzęsienie ziemi: Pana nie było w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pana nie było w ogniu. A po tym ogniu – szmer łagodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty.

 

Potęga Boga jest nieogarniona. W Jego mocy jest powalać góry, druzgotać skały, zatrząść ziemią, wzniecić ogień. Nie zawsze jednak tam, gdzie to się dzieje, działa Bóg. Może się bowiem objawić w najmniej spektakularnym znaku, jak delikatny powiew. Eliasz rozpoznał, gdzie jest Pan, bo już wcześniej wiele lat Go słuchał i dość dobrze poznał. Czas spędzany z Przenajświętszym zawsze owocuje.