Na to podeszli Jego uczniowie i prosili Go: "Odpraw ją, bo krzyczy za nami". Lecz On odpowiedział: "Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela". A ona przyszła, padła Mu do nóg i prosiła: "Panie, dopomóż mi". On jednak odparł: "Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom". A ona odrzekła: "Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu ich panów". Wtedy Jezus jej odpowiedział: "O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz!" Od tej chwili jej córka była zdrowa.

 

Kobieta kananejska była tak zdeterminowana, że nie obawiała się pokonać barier religijnych, kulturowych i społecznych. Dla niej nie było ważne, że nie wypadało rozmawiać z Żydem, a tym bardziej, o coś go prosić. Miłość do córki była silniejsza. Wierzyła, że tylko Jezus, prawdziwy Syn Dawida, jest w stanie uwolnić jej córkę od złego ducha. Niestety często bywa i tak, że w sprawach religijnych jesteśmy zbyt podatni na wpływ otoczenia. Obawiamy się tego, co inni powiedzą. Może nas wyśmieją. Może uznają za staroświeckich dewotów. I tym sposobem, niestety tracimy bardzo wiele. Może gdybyśmy sami byli bardziej zdeterminowani, bezkompromisowi i silni wiarą, to i Bóg by nam pomógł.