Jezus wszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki i by mieli władzę wypędzać złe duchy. Ustanowił więc Dwunastu: Szymona, któremu nadał imię Piotr; dalej Jakuba, syna Zebedeusza, i Jana, brata Jakuba, którym nadał przydomek Boanerges, to znaczy synowie gromu; dalej Andrzeja, Filipa, Bartłomieja, Mateusza, Tomasza, Jakuba, syna Alfeusza, Tadeusza, Szymona Gorliwego i Judasza Iskariotę, który właśnie Go wydał.

 

Jezus nie ma względu na osoby. Wybiera tych, których sam chce, tych, którzy od założenia świata, byli już w zamyśle Boga wybrani i powołani. Nie są to doskonali ludzie, bezgrzeszni i w pełni perfekcyjni, nie. Jezus powołuje słabych, prostych ludzi, rybaków, grzeszników, nie zawsze wykształconych, aby najpierw okazać im swoje miłosierdzie, dać się im poznać, im najpierw głosić dobrą nowinę, zasiać wiarę w ich sercu, by następnie – tak uformowanych – posłać do innych z dobrą nowiną o zbawieniu. Jak wielkie powołanie! Jaka wielkość zadania! Jak wielka odpowiedzialność!

Głosić dobrą nowinę po całej ziemi wszystkim narodom, ludziom zgłodniałym Boga, prawdy i sprawiedliwości. Napominać i wzywać do nawrócenia. Pobudzać serca do wiary, do nadziei i miłości, pozyskiwać uczniów i przyjaciół dla Pana – oto wezwanie dla każdego chrześcijanina. Tak, mamy być światłem w świecie i nosić Pana tam, gdzie nas pośle. Trzeba przyznać, że nie jest to łatwe zadanie i bez mocy Ducha Świętego nie jesteśmy w stanie nic uczynić. Pośród ciemności tego świata, prześladowań i szerzącego się ateizmu potrzeba, by to Duch Święty sam działał w nas. Potrzeba nam mocy Boga samego, by mieć odwagę świadczyć wiernie i do końca o przynależności do Jezusa i z odwagą głosić Jego Słowo. Pamiętamy, jak Piotr zaparł się Jezusa, bo liczył na siebie, a przecież znał Go dobrze, był wybranym. Dopiero po otrzymaniu mocy z wysoka odważnie głosił Ewangelię aż po śmierć na krzyżu, i to głową w dół.

Dlatego też każdy chrześcijanin, idący za swym powołaniem, wezwany jest do głębokiej pokory i zdania się na działanie Ducha Świętego, aby to z Niego była owa przeogromna moc w głoszeniu Jezusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. 

Tak, Pan wie, kogo powołał. Zanim powołał, spędził całą noc na modlitwie z Ojcem, aby we wszystkim była zawsze Jego wola. I dziś wciąż na nowo powołuje. Powołuje po imieniu… Może słyszysz dziś, jak wypowiada Twoje imię?...

Prośmy, aby nikt z tych, których Pan wzywa, nie zamykał uszu ani serca na glos Jego wołania, ale by z radością i hojnością wypowiedział „Tak, oto jestem” dla swojego szczęścia i ku większej chwale Boga w Trójcy Jedynego, „bo żniwo wielkie, ale robotników mało”. Amen