Jezus obchodził Galileję. Nie chciał bowiem chodzić po Judei, bo żydzi mieli zamiar Go zabić. A zbliżało się żydowskie święto Namiotów. Kiedy zaś bracia Jego udali się na święto, wówczas poszedł i On, jednakże nie jawnie, lecz skrycie. Niektórzy z mieszkańców Jerozolimy mówili: Czyż to nie jest Ten, którego usiłują zabić? A oto jawnie przemawia i nic Mu nie mówią. Czyżby zwierzchnicy naprawdę się przekonali, że On jest Mesjaszem? Przecież my wiemy, skąd On pochodzi, natomiast gdy Mesjasz przyjdzie, nikt nie będzie wiedział, skąd jest. A Jezus, ucząc w świątyni, zawołał tymi słowami: I Mnie znacie, i wiecie, skąd jestem. Ja jednak nie przyszedłem sam od siebie; lecz prawdziwy jest Ten, który Mnie posłał, którego wy nie znacie. Ja Go znam, bo od Niego jestem i On Mnie posłał. Zamierzali więc Go pojmać, jednakże nikt nie podniósł na Niego ręki, ponieważ godzina Jego jeszcze nie nadeszła.

 

Mieszkańcy Galilei, którzy słuchają Jezusa, zastanawiają się, kim On jest. Nie dowierzają, że jest Mesjaszem, ponieważ wiedzą skąd pochodzi, gdzie się urodził, kto jest jego mamą. Być może niektórzy pamiętają, jak bawił się z nimi. Być może jeszcze inni widzieli Go, jak jako 12-letni chłopiec nauczał w świątyni. I może dlatego, że zbyt dobrze Go znają, nie mogą uwierzyć, że to jest wyczekiwany Mesjasz. 

Wiedzą, że Zbawiciel musi pojawić się wśród nich w sposób niezwykły – nie może to być ktoś im bardzo dobrze znany. Oczekują cudu i nadzwyczajnej atmosfery, która miałaby otaczać Syna Bożego. Nie przekonują ich słowa Jezusa, dokonywane cuda czy znaki. 

I chociaż Jezus mówi, że został posłany przez Ojca, to oni Go nienawidzą. Dla nich było najważniejsze, aby Jezus wyjaśnił, dlaczego nie przestrzega praw nadanych przez Boga. A Jezus mówi im, że gdyby naprawdę poznali Ojca, to rozpoznaliby Mesjasza.

Dziś, ponad dwa tysiące lat od narodzenia Pana Jezusa, gdy już wiele o nim usłyszałeś, może nadal nie potrafisz uwierzyć, że to Bóg. Jeżeli chcesz poznać Jezusa, możesz to zrobić tylko zbliżając się do Niego. Musisz otworzyć przed Nim drzwi swojego życia i wpuścić Go do środka. Przyjąć Go tak, jak przyjmujesz swojego najlepszego przyjaciela. To dopiero będzie początek przyjaźni z Nim, droga do celu, a celem jest Niebo.