Kiedy Jezus przyszedł do Nazaretu, przemówił do ludu w synagodze: «Dziś spełniły się te słowa Pisma, które słyszeliście». A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym łaski słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: «Czy nie jest to syn Józefa?» Wtedy rzekł do nich: «Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu, w swojej ojczyźnie, tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum». I dodał: «Zaprawdę, powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman». Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwawszy się z miejsc, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na urwisko góry, na której zbudowane było ich miasto, aby Go strącić. On jednak, przeszedłszy pośród nich, oddalił się.

 

Jezus od pierwszych chwil swego ziemskiego życia narażony był na różne niebezpieczeństwa, nie wykluczając grozy męczeństwa. Tak było tuż po narodzinach w Betlejem, kiedy Herod przelał niewinną krew. Tak też jest i teraz, na początku publicznej działalności Jezusa, i tak będzie do końca, aż po Golgotę.

Mieszkańcom Nazaretu na drodze do poznania Boga stanęły zewnętrzność i pozory. Bowiem pozorną przeszkodą był dla nich fakt, że Jezus jest tylko mieszkańcem Nazaretu, że znali Jego ojca i Jego Matkę.

Pozory i „zewnętrzności” nie mogą przesłonić nam obecności Boga w życiu. Otwórzmy nasze oczy na działanie Boga, którego doświadczamy każdego dnia. Wyzbądźmy się gry pozorów i patrzenia tylko oczami tego świat.