Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd to u Niego? I co to za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?». I powątpiewali o Nim.  Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony». I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.

 

Wszechmogący Bóg nie może zdziałać żadnego cudu w swojej ojczyźnie, pośród swoich bliskich. Jak to jest możliwe?

Każdy z nas ma udział we wszechmocności Boga. On szanuje moją wolność. Jeśli nie jestem gotów, jeśli to jeszcze nie czas dla mnie, jeśli stawiam opór, to nic się nie wydarzy. Bóg nie może dokonać wielkich rzeczy w moim życiu, kiedy nie pozwalam Mu na nowość, na wyjście poza moje wyobrażenia o Nim, na zmianę schematów. A On zawsze jest większy, kreatywniejszy, inny. Mogę patrzeć z podziwem na wielkie rzeczy, których dokonuje u innych, ale to nie wystarcza. Moje serce jest Jego ojczyzną, ziemią, po której może kroczyć, miejscem, gdzie jest gotowy objawiać chwałę Ojca. Potrzeba mojej wiary, mojej zgody na Niego. Ona pozwoli Jezusowi działać.