Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go w swoim domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która usiadłszy u nóg Pana, słuchała Jego słowa. Marta zaś uwijała się około rozmaitych posług. A stanąwszy przy Nim, rzekła: "Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła". A Pan jej odpowiedział: "Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona".

 

Rodzina z Betanii, jakich wiele: dwie dorosłe siostry i dorastający brat. Nic nie wiemy o rodzicach, może umarli... Jedno jest pewne – to obie siostry zarządzają gospodarstwem domowym. Bliska relacja Jezusa z nimi sprawia, że odwiedziny nie mają żadnego uroczystego charakteru, zatem nie zakłócają w zasadzie normalnego rytmu dnia.

Marcie najwyraźniej bardziej zależy na tym, aby wywrzeć dobre wrażenie na gościu – to ona wszak Go zaprosiła. Okazuje się jednak, iż nie warto się tylko "napinać", by jak najlepiej wypaść. W całym zabieganiu warto po prostu posłuchać, przemyśleć, zastanowić się nad kierunkiem działania. Chrystus mówi dziś – zwłaszcza do każdej osoby pewnej swojej postawy zgodnej z przykazaniami – zwolnij, posłuchaj: czy na pewno, mimo najszczerszych chęci, chcesz tak żyć, czy aby wszystko z Moich słów rozumiesz?

Wiem z własnego doświadczenia, że trudno być Martą i Marią jednocześnie, ale myślę, że właśnie tego oczekuje ode mnie Pan.