Dla Elżbiety nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał jej tak wielkie miłosierdzie, cieszyli się z nią razem. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. Ale matka jego odpowiedziała: «Nie, natomiast ma otrzymać imię Jan». Odrzekli jej: «Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię». Pytali więc na migi jego ojca, jak by chciał go nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: «Jan będzie mu na imię». I zdumieli się wszyscy. A natychmiast otworzyły się jego usta i rozwiązał się jego język, i mówił, błogosławiąc Boga. Wtedy strach padł na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: «Kimże będzie to dziecię?». Bo istotnie ręka Pańska była z nim.

 

Głównym tematem dzisiejszej Ewangelii jest imię, jakie ma zostać nadane nowo narodzonemu synowi Zachariasza i Anny. Powiedzielibyśmy: „Czy jest to aż taki problem, żeby rozpisywano się o nim w Ewangelii?”. A jednak okazuje się, że jest to na tyle ważne, że po nadaniu temu dziecku imienia, jakie wybrał dla niego sam Bóg, Zachariasz odzyskuje mowę i dopiero wtedy zaczyna błogosławić Boga. I tutaj dotykamy sedna tej Ewangelii. Rodzice nadali swemu synowi imię, które wcześniej objawił im Bóg: „Nie bój się Zachariaszu! Twoja prośba została wysłuchana: żona twoja Elżbieta urodzi ci syna, któremu nadasz imię Jan” (por. Łk 1, 13) – usłyszał od Anioła Zachariasz. Jednak wtedy nie uwierzył temu słowu Boga i dlatego stał się niemy – stał się obrazem człowieka niewierzącego. W przeciwieństwie do Maryi, która uwierzyła i była zdolna błogosławić, wychwalać Pana w hymnie Magnificat. Teraz, po czasie milczenia, Zachariasz dojrzał w swojej wierze i okazuje posłuszeństwo Bożemu objawieniu. Nie słucha już więcej ani tradycji przodków, według której synowi nadawano imię ojca lub któregoś z członków rodu, nie słucha także opinii ludzkiej, jedynie głosu Boga. W końcu przecież Jan jest darem Boga, który dokonał rzeczy niemożliwej – otworzył niepłodne łono Elżbiety i ta w starości poczęła syna (por. Łk 1, 36). Dlatego teraz ów syn ma otrzymać imię Jan, które oznacza „Jahwe jest łaskawy, miłosierny”. Oto prawdziwy wymiar imienia – ono oznacza tożsamość człowieka, który je nosi, jego najgłębszą naturę, a zarazem jego życiowe powołanie. Ono wyraża misterium danej osoby – coś ukrytego w jej wnętrzu, co objawia się na zewnątrz w jej życiu.

Dokładnie tak było w przypadku św. Jana Chrzciciela. Przez niego Ewangelia objawia nam niesamowitą prawdę o każdym z nas – prawdę, która jest ukryta w naszym imieniu. Nawiązuje do niej ostatnia księga Nowego Testamentu, Apokalipsa, która odsłania przed nami to, co w nas się wypełnieni jako najgłębszy zamysł Boga. Bóg mówi w niej: „Zwycięzcy dam… biały kamyk, a na kamyku wypisane imię nowe, którego nikt nie zna oprócz tego, kto [je] otrzymuje (Ap 2, 17)”. Oto prawda o nas! Wcielenie Syna Bożego w naszą ludzką naturę wprowadziło nas w taki rodzaj więzi z Bogiem, która wyraża się w najgłębszej intymności. Zostaliśmy poznani „od środka” i wszczepieni w wewnętrzne życie Boga. Tę intymność określa nasze „nowe imię”, nadane nam przez Boga, które jest znane tylko Jemu i nam. Czy może nas spotkać coś wspanialszego? Czy jednak jesteśmy ludźmi wiary, jak Maryja, i czujemy się wezwani przez Boga „po imieniu”?