W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: "Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić".

 

Aby rozpoznać Boga jako miłującego Ojca, potrzeba prostoty serca. Tylko w takim klimacie można odczytać znaki umiłowania. Prostota serca jest przeciwieństwem zatwardziałości, w której pokłada się ufność bardziej w tym, co ludzkie, niż w tym, co Boże. Jest to stan przesadnej pewności siebie i ufności nade wszystko we własny rozum, we własne rozwiązania.

Ludzie, którzy w taki sposób podchodzą do rzeczywistości, nie potrafią otworzyć swego serca, nie są w stanie pogodzić się z tym, że Bóg może zaskakiwać. Wydaje się im, że opanowali mądrość i roztropność, a płaszczyzna serca, której przecież najbardziej dotyka łaska, jest dla nich jakąś niedorzecznością. Ci nie potrafią skłonić czoła przed pomysłowością Boga, bo sami zamknęli Go w swoich zawsze przewidywalnych ramach.

Inaczej jest z tymi, którzy wiedzą, kim są przed Bogiem, a ich życiowe doświadczenie pokazuje ograniczoność i tymczasowość ludzkich rozwiązań. Właśnie takim łatwiej przyjąć ewangeliczne orędzie miłości. Ci, którzy wiedzą, że nie są alfą i omegą, dają się zaskoczyć Bożemu działaniu. Ich serce pozostaje ciągle wrażliwym i gotowym na relację z prawdziwą Miłością. W takich osobach Ojciec sobie upodobał i przed nimi roztacza tajemnice Królestwa. Oni zaś są zdolni je przyjąć i wydać konkretne owoce. Ci dają się po prostu poprowadzić – w przeciwieństwie do tamtych, przesadnie ufających sobie.

Właśnie ci pokorni, gotowi przyjąć plan zbawienia takim, jakim Bóg go przygotował, są radością tak Syna, jak i Ojca. Od nas zależy, z jaką grupą się bardziej utożsamimy i czy znajdziemy się pośród tych, o których Syn mówi Ojcu w modlitwie uwielbienia.