Obok krzyża Jezusa stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.

 

Obraz przejmujący do głębi serca. Oto Pan Wszechświata kona na Krzyżu, krew zalewa, zakleja Jego oczy. Praktycznie nie widzi nic. 

A widzi wszystko. Ziemia pod stopami nasączona Jego krwią… 

Wypowiada słowa do osób, które Mu towarzyszą, są współuczestnikami cierpienia, Jego ostatnich chwil tu na ziemi. Mówi: „Kobieto, oto Twój syn” i „Oto twoja Matka”. Pan nie myślał o sobie, ale o Tej, która oddała Mu swe serce na mieszkanie, oddała swe życie. Zabezpieczył Maryję i ukołysał w bólu serce ukochanego ucznia Jana. Nie pozostawił ich samych, zadbał o nich.
    
Współcześnie lekko się pisze – oddała, oddał swe życie dla Pana. Czy rzeczywiście w czasie pandemii stać mnie na to, by pójść za Panem do szpitala zakaźnego i posługiwać Mu w osobach obłożnie chorych, pomagać im w cierpieniu choroby i głębokiej, niezrozumiałej rozłąki? Czy mnie na taką postawę stać? Czy uciekłam jak pozostali uczniowie?
    
Tęsknię, Panie, za Tobą, za Twoją obecnością, za Twoim Ciałem, za jednością. Wirtualny świat to nie Ty, Panie. Ty pachniesz majem, bzem, żonkilem, radością, miłością, wolnością.