Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd to u Niego? I co to za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?». I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony». I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.

 

Może nieraz rodzi się w nas przekonanie, że ludziom współczesnym Jezusowi, Jego krewnym, sąsiadom, uczniom dużo łatwiej było w Niego uwierzyć niż nam, gdyż przebywali w Jego obecności, widzieli Go, słyszeli, dotykali. Może czasem rodzi się w nas bolesne rozżalenie, że my takiej możliwości nie mamy, stąd tak trudno jest nam czasem wierzyć. Dzisiejsza Ewangelia rozwiewa wszelkie wątpliwości w tej kwestii. Jest dowodem na to, że wiara w Jezusa nie rodzi się „z ciała”, nie jest owocem ludzkich, naturalnych więzi. Ona przynależy do porządku duchowego, nadprzyrodzonego. Wiarę w Jezusa może w nas zrodzić tylko Duch Święty.

Mieszkańcy Nazaretu żyli w bliskości Jezusa, niemalże ocierali się o Niego codziennie, widzieli Go, spotykali, słuchali, jedli z Nim przy jednym stole. A mimo to widzieli w Nim tylko i wyłącznie człowieka, i to jeszcze w niczym nie wyróżniającego się od innych. Nie zorientowali się, że żyją w obecności Mesjasza, na którego przecież czekało tyle pokoleń ich przodków. Jak to możliwe? – bo patrzyli na Niego jedynie oczami ciała, oczami fizycznymi i oceniali Go po ludzku. Tymczasem do poznania i przyjęcia Jezusa jako Zbawiciela potrzebne są „światłe oczy serca”, potrzebny jest „duch mądrości i objawienia” (por. Ef 1, 17–18), czyli Duch Święty. Tylko On jest w stanie poprowadzić człowieka do tego, aby nie patrzył na Jezusa według oceny ludzkiej, ale poznał Go w inny sposób, czyli sposób duchowy (por. 2 Kor 5, 16). Do wiary w Jezusa jako Syna Bożego i Zbawiciela Apostołom nie wystarczyło trzyletnie przebywanie z Jezusa, nie wystarczyły nawet Jego śmierć i zmartwychwstanie. Potrzebowali Ducha Świętego i dopiero po Jego zesłaniu poznali w Nim Mesjasza, namaszczonego i posłanego przez Ojca. Zostali uzdolnieni do takiego otwarcia się na Jego miłość, że byli w stanie oddać za Niego życie.

Dlatego Duch Święty jest jedynym darem Ojca, którego tak naprawdę najbardziej nam potrzeba, którego powinniśmy autentycznie pragnąć jak powietrza do życia i o który powinniśmy nieustannie prosić Ojca. On obiecał, że nigdy nam Go nie odmówi…