Faryzeusze i uczeni w Piśmie rzekli do Jezusa: „Uczniowie Jana dużo poszczą i modły odprawiają, tak samo uczniowie faryzeuszów; Twoi zaś jedzą i piją”. Jezus rzekł do nich: „Czy możecie gości weselnych nakłonić do postu, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, i wtedy, w owe dni, będą pościli”. Opowiedział im też przypowieść: „Nikt nie przyszywa do starego ubrania łaty z tego, co oderwie od nowego; w przeciwnym razie i nowe podrze, i łata z nowego nie nada się do starego. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków; w przeciwnym razie młode wino rozerwie bukłaki i samo wycieknie, i bukłaki się zepsują. Lecz młode wino należy lać do nowych bukłaków. Kto się napił starego wina, nie chce potem młodego, mówi bowiem: «Stare jest lepsze»”.

 

Oni poszczą, a ci nie, co to ma być!? A może za dużo już tych praktyk pokutnych, tych wezwań. Życie jest tak piękne, niech inni poszczą. To jasne, że nie musimy od razu siadać na popiele, nie musimy wylewać łez od rana do wieczora. Spotkanie z Chrystusem ma dotknąć nas nie tylko powierzchownie, na chwilę. Bo w poście chodzi o przemianę wewnętrzną, o odwrócenie się od zła, o zrzucenie z siebie niedobrych, starych przyzwyczajeń i wszystkich niewierności. Nie możemy zatem wlać nowego wina do starych bukłaków. Będziemy zachodzić w głowę i do serca zaglądać, że to, co złe, tak często powraca i sumienie nam psuje, a wtedy tak pomału wszystko wycieka. A trzeba tak szczerze i uczciwie z Panem pogadać o naszych słabościach, o tym, co tak nas ku ziemi ciągnie, o tym, co dziurę w sumieniu robi. Bo Ty wiesz, Boże, że ze mnie to nie jest taki młody bukłak, ale ten stary, pęknięty, ten, co w kącie kościoła klęka i prosi, byś go wyspowiadał.