W dzień szabatu Jezus wszedł do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschniętą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć. On zaś rzekł do człowieka z uschłą ręką: "Podnieś się na środek!" A do nich powiedział: "Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie uratować czy zabić?" Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy na nich dokoła z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serc, rzekł do człowieka: "Wyciągnij rękę!" Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa. A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz się naradzali przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić.

 

Sztuka mówienia jest sztuką myślenia… Wielu o tym dzisiaj zapomina… Gadają, co ślina na język przyniesie, a niewiele ma to wspólnego z tym, co prawdziwie potrzebne.

Jezus był mistrzem rozmowy. Uprzedzając pytania czy wątpliwości rozmówców, odnosił się do ich myśli, zanim sformułowali je w słowa – ale to akurat atrybut Jego boskości. My możemy uczyć się celności wypowiadanych słów. Sztuką jest się odezwać, kiedy trzeba, i zamilknąć, chociaż emocje nas popychają do mówienia… Słowa powinny być przemyślane, a emocje nie sprzyjają refleksji, tylko eksplozji uczuć.

Mówmy zatem, ile trzeba i kiedy trzeba, a wówczas choć w ten sposób będziemy naśladować Mistrza z Nazaretu, bo my nie mamy wiedzy o myślach innych ludzi – to cecha boska… Skupmy się więc na tym, co ludzkie – słowie wydobytym z głębi przemyśleń.