Jezus powiedział do swoich uczniów: «Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka. Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie. A teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie. Już nie będę z wami wiele mówił, nadchodzi bowiem władca tego świata. Nie ma on jednak nic swego we Mnie. Ale niech świat się dowie, że Ja miłuję Ojca i że tak czynię, jak Mi Ojciec nakazał».

 

„Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca (...)”.

Jezus przygotowuje Apostołów na swoje odejście. Żegna się z nimi, dając ostatnie wskazówki, wyjaśniając to, co jeszcze pozostało niejasne. Z jednym chyba jednak już się pogodził. Widzi, jak trudno nam, ludziom, wznieść się ponad ludzką ocenę, kalkulację i wyobrażenia. Swoich Apostołów przez trzy lata uczył nadprzyrodzonego patrzenia na życie i zaufania do Boga. Tyle razy mówił o Ojcu, o królestwie nie z tego świata, o życiu wiecznym, które jest celem naszego życia. I pomimo tak wielu wysiłków ma świadomość, że do Apostołów to jeszcze nie dociera. Wie, że będą się smucili, że uciekną, że zamkną się przerażeni Jego śmiercią, brakiem Jego obecności. 

Tyle wysiłku wkładamy w naszą codzienność, w trud zabiegania i zdobywania wielu rzeczy skądinąd ważnych i potrzebnych dla nas i dla naszych najbliższych. Mamy przy tym świadomość, że wysiłek ten jest zbyt często ponad miarę naszych potrzeb, że przesłania nam wiele pięknych i ważnych wartości w naszym życiu. Może dlatego że zapominamy, iż śmierć zamknie wszystkie te sprawy. Dlatego patrzenie na życie przez pryzmat zmartwychwstania jest wielką łaską, o którą trzeba zabiegać, o którą trzeba się modlić, bo to ona wyzwala i daje pokój.