Jezus wsiadł do łodzi, przeprawił się z powrotem i przyszedł do swego miasta. A oto przynieśli Mu paralityka, leżącego na łożu. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: «Ufaj, synu! Odpuszczone są ci twoje grzechy». Na to pomyśleli sobie niektórzy z uczonych w Piśmie: On bluźni. A Jezus, znając ich myśli, rzekł: «Dlaczego złe myśli nurtują w waszych sercach? Cóż bowiem łatwiej jest powiedzieć: „Odpuszczone są ci twoje grzechy”, czy też powiedzieć: „Wstań i chodź!” Otóż żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów» – rzekł do paralityka: «Wstań, weź swoje łoże i idź do swego domu!» On wstał i poszedł do domu. A tłumy ogarnął lęk na ten widok, i wielbiły Boga, który takiej mocy udzielił ludziom.

 

Historia paralityka przyniesionego przez ludzi do Jezusa jest jedną z niezliczonych okazji, które stały się przyczyną osądzenia i potępienia Jezusa przez uczonych w Piśmie. Jezus bowiem okazuje się być Człowiekiem przypisującym sobie władzę odpuszczania grzechów, a tę, według Prawa, posiadał wyłącznie Bóg. Chrystus objawia się ludziom jako Bóg zatroskany o ich zbawienie, bo nie uzdrawia paralityka z jego choroby fizycznej, ale duchowej, czyli z paraliżu duchowego, jakim zawsze jest grzech. Jednak na widok tego cudu uczeni w Piśmie, którzy byli ludźmi na wskroś religijnymi, pobożnymi, znającymi Bożą wolę objawioną w księgach Starego Testamentu, dokonują w swoich sercach osądu Jezusa. Posądzają Go o bluźnierstwo, czyli o przypisywanie sobie mocy samego Boga. To zdumiewające, że wobec cudu uwolnienia paralityka z niewoli grzechu w prostych ludziach, którzy go przynieśli, Jezus widzi wiarę, a w sercach religijnych i oddanych Bogu uczonych widzi złe myśli! Aby nawrócić ich serca z tej strasznej niewiary, Jezus dokonuje drugiego cudu – uzdrowienia fizycznego, tak naprawdę potrzebnego nie tyle samemu choremu, ile właśnie uczonym.

Na czym polegała tak naprawdę niewiara uczonych w Piśmie? Na to pytanie daje nam odpowiedź ostatnie zdanie dzisiejszej Ewangelii: nie wierzyli oni, że Bóg takiej mocy udzielił ludziom. Innymi słowy, nie byli oni w stanie przyjąć, a tym samym uwierzyć, że w człowieczeństwie Jezusa objawia się moc Boga, że przez Syna Człowieczego działa sam Bóg, że człowiek stał się świątynią Boga i że odtąd przez człowieka dary Boże będą „zstępować” na ziemię. Chrystus da temu wyraz także wtedy, gdy uczniów obdarzy władzą odpuszczania grzechów.

Jednak dla uczonych w Piśmie Bóg musiał pozostać nieogarniony, wielki, wszechmocny, niedostępny dla zwykłych śmiertelników, a przystęp do Niego mogli posiadać tylko niektórzy, wybrani, ale na pewno nie słabi, chorzy czy grzeszni. Oni bowiem, według poglądów uczonych w Piśmie i faryzeuszy, byli pozbawieni Bożego miłosierdzia, a dowodem na to była ich choroba, ubóstwo czy wykluczenie przez społeczeństwo. Jezus całkowicie zburzył ten obraz Boga. On objawił Go jako Ojca, który nie odrzuca żadnego człowieka, gdyż wszyscy są Jego dziećmi. Jezus dał temu wyraz nawet w sposobie zwracania się do paralityka: „Ufaj, synu…”.

Medytując dzisiejszą Ewangelię, zadajmy sobie pytanie: Jakie myśli nurtują w naszych sercach? Jak oceniamy innych ludzi? Czy nie odbieramy nawet Bogu prawa do okazywania miłosierdzia ludziom, których my może już dawno skazaliśmy na Jego niełaskę lub uważamy za niegodnych Jego łaskawości? Dopiero szczera odpowiedź na to pytanie otworzy nasze serca na łaskę nawrócenia, zbawienia i przyjęcia Chrystusa takim, jakim jest On naprawdę, a nie takim, jakiego chcemy mieć czy jakiego sobie wyobrażamy.