Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić”.

 

W czasach, gdy Jezus nauczał, były takie miejsca i ludzie, gdzie jego nauka nie była przyjmowana. Pamiętamy scenę w jego rodzinnym Nazarecie, gdzie nie mógł uczynić wielu cudów, bo ludzie nie dowierzali, że ten, który wywodzi się z ich miasteczka, może być Synem Bożym (por. Łk 4, 24). Podobnie było z mieszkańcami miast Korozain, Betsaidy i Kafarnaum, którzy chociaż mieli okazję poznać naukę Jezusa osobiście oraz wiedzieć znaki i cuda, jakich dokonywał, także nie uwierzyli (por. Mt 11, 21).

W tym samym czasie było też wielu ludzi ubogich, niewykształconych, a nawet pogan, którzy uwierzyli nauczaniu Syna Bożego i przyjmowali Jego naukę. Pamiętamy postać Syrofenicjanki, proszącej Jezusa o wyrzucenie złego ducha z jej córki (por. Mk 7, 25). Ogromną wiarę miała cierpiąca na krwotok kobieta, której wystarczyło dotknięcie skraju płaszcza Zbawiciela, aby zostać uzdrowioną (por. Mk 5, 27). Znalazł się także przełożony synagogi – Jair, człowiek niewątpliwie wykształcony, który z pokornym sercem poprosił Jezusa o uzdrowienie swojej chorej córeczki (por. Mk 5, 22).

Może warto, abyśmy postawili sobie pytanie o to, jaka jest nasza wiara? Czy wiedza, jaką posiadamy, tradycja, której jesteśmy zwolennikami, wykształcenie, jakie zdobyliśmy – nie oddzielają nas od Jezusa?

Czy jesteśmy w stanie przyjąć Jego naukę bez selekcji i wybierania tych fragmentów, które są dla nas bardziej wygodne, a spychania na margines tego, co burzy nasz sposób myślenia i przyjęty styl życia.