Jezus powiedział do Żydów: «Gdybym Ja wydawał świadectwo o sobie samym, świadectwo moje nie byłoby prawdziwe. Jest ktoś inny, kto wydaje świadectwo o Mnie; a wiem, że świadectwo, które o Mnie wydaje, jest prawdziwe. Wysłaliście poselstwo do Jana i on dał świadectwo prawdzie. Ja nie zważam na świadectwo człowieka, ale mówię to, abyście byli zbawieni. On był lampą, co płonie i świeci, wy zaś chcieliście radować się krótki czas jego światłem. Ja mam świadectwo większe od Janowego. Są to dzieła, które Ojciec dał Mi do wypełnienia; dzieła, które czynię, świadczą o Mnie, że Ojciec Mnie posłał. Ojciec, który Mnie posłał, On dał o Mnie świadectwo. Nigdy nie słyszeliście ani Jego głosu, ani nie widzieliście Jego oblicza; nie macie także Jego słowa, trwającego w was, bo wy nie uwierzyliście Temu, którego On posłał. Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich zawarte jest życie wieczne: to one właśnie dają o Mnie świadectwo. A przecież nie chcecie przyjść do Mnie, aby mieć życie. Nie odbieram chwały od ludzi, ale poznałem was, że nie macie w sobie miłości Boga. Przyszedłem w imieniu Ojca mego, a nie przyjęliście Mnie. Gdyby jednak przybył ktoś inny we własnym imieniu, to przyjęlibyście go. Jak możecie uwierzyć, skoro od siebie wzajemnie odbieracie chwałę, a nie szukacie chwały, która pochodzi od samego Boga? Nie sądźcie jednak, że to Ja was oskarżę przed Ojcem. Waszym oskarżycielem jest Mojżesz, w którym wy pokładacie nadzieję. Gdybyście jednak wierzyli Mojżeszowi, to i Mnie wierzylibyście. O Mnie bowiem on pisał. Jeżeli jednak jego pismom nie wierzycie, jakżeż moim słowom będziecie wierzyli?»

 

Nie zrozumiemy dobrze dzisiejszej Ewangelii, jeśli nie umieścimy jej w kontekście sytuacyjnym. Czytane dziś w liturgii słowa Jezusa zostały przez Niego wypowiedziane do Żydów na dziedzińcu świątyni jerozolimskiej po uzdrowieniu chromego człowieka w szabat. Żydzi bowiem po dokonaniu tego cudu przez Jezusa usiłowali Go zabić, „bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu” (J 5, 18). W odpowiedzi na te zarzuty Żydów Jezus zaczyna im wyjaśniać, dlaczego ma prawo uzdrawiać w szabat i kim tak naprawdę jest. Wszystkie Jego argumenty sprowadzają się do jednego wniosku: Jezus jest Synem Ojca, dlatego czyni tylko to, co usłyszał i czego nauczył się od Ojca. Nie przyszedł od siebie, w swoim imieniu, ale został posłany przez Ojca i Ojciec o Nim wielokrotnie zaświadczył (podczas chrztu w Jordanie, na Górze Przemienienia czy na Golgocie, kiedy w godzinie Jego śmierci zatrzęsła się ziemia). Okazuje się, że nie co innego, tylko właśnie ta prawda stała się przyczyną nie tylko Jego odrzucenia, ale skazania Go na śmierć!

Żydzi, pomimo tego, że znali dobrze Pisma zapowiadające przyjście Mesjasza, nie rozpoznali Go w Jezusie właśnie z tego powodu – bo czynił siebie Synem Boga. Tak naprawdę Jezus nim się nie uczynił, ale po prostu nim był i przyszedł na świat, aby tę prawdę nam objawić. Jednak w mentalności Żydów nie mieściło się to w głowie: jak człowiek może nazywać siebie Synem Boga, a jednocześnie Boga uważać za Ojca?! Żydzi czytali i zgłębiali Pisma jedynie zimnym rozumem, Jezus natomiast był z Ojcem w relacji miłości, znał Ojca przez miłość, jaka ich łączyła. Dlatego wola Ojca była Mu znana i łatwa do wypełnienia, gdyż była dla Niego chlebem, którym się karmił, i tlenem, którym oddychał. W niej wyrażała się owa więź miłości do Ojca.

Żydzi właśnie za to zabili Jezusa, bo nie mogli nie tylko zrozumieć, ale także wejść w taką relację z Bogiem – Ojcem. Oni musieli mieć Boga, któremu będą służyć i oddawać kult jako Bogu, a przez to potwierdzać siebie i własną doskonałość. Ojciec był im niepotrzebny!

Zapytajmy się dzisiaj siebie w szczerości naszych serc, czy my przyjmujemy z wiarą słowa Jezusa, to znaczy, czy wierzymy, że w Chrystusie jesteśmy dziećmi Bożymi, czy raczej też szukamy w naszym życiu jedynie Boga? Odpowiedź na to pytanie jest na wagę naszego zbawienia, gdyż jak mówi Jezus: „kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie na sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia” (J 5, 24).