Jan zobaczył podchodzącego ku niemu Jezusa i rzekł: «Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: „Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie”. Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi». Jan dał takie świadectwo: «Ujrzałem ducha, który zstępował z nieba jak gołębica i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: „Ten, nad którym ujrzysz ducha zstępującego i spoczywającego na Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym”. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym».

 

Słowo, które kieruje dziś Jezus, nastraja nas wszystkich pozytywnie, abyśmy poczuli w sobie ducha optymizmu. Trzeba powiedzieć, że rzeczywistość, w której żyjemy na co dzień, jest raczej ponura. Większość jest ciągle niezadowolona. Oczywiście niektóre sytuacje sprawiają, że bardzo trudno się cieszyć i być człowiekiem optymizmu. Ale zło nie może nas zatrzymać, bo jesteśmy ludźmi wolnymi. „Bóg mój stał się moją siłą” – powie Izajasz. To On ukształtował mnie, zapalając światło radości, pokoju, nadziei i miłości…

Taka jest nasza natura, że zbyt łatwo się poddajemy i zniechęcamy. Dlatego Bóg nie przestaje do nas przychodzić, wspomagając nas, a jednocześnie przypominając, że jesteśmy bardzo ważni i kochani przez Niego. 

Święty Jan Ewangelista Jezusa określa jako Baranka Bożego. Tak Go przedstawia w opisanej przez siebie Ewangelii. Kiedy popatrzymy na Stary Testament, to zobaczymy, że baranek zawsze jest związany ze złożoną ofiarą w noc wyjścia z Egiptu – wyjścia z niewoli ku wolności. Później co roku na święto paschy każda żydowska rodzina zabijała baranka i wieczorem wspólnie go spożywała dla upamiętnienia tego wydarzenia.

Święty Paweł powie: „ku wolności wyswobodził nas Chrystus”. To On jest tym barankiem – ofiarą za wszystkie nasze grzechy. Chrystus nie jest już tym barankiem, który wyzwala jeden naród z niewoli, lecz wyzwolił nas od naszych grzechów poprzez ofiarę, którą złożył na krzyżu. Wyzwolił każdego bez wyjątku!

Dlaczego zatem nie wszyscy w to wierzą? To jest kwestia naszej wolności… Bóg nie zmusza, tak jak to czyni nieraz człowiek. Bóg pragnie mojej wolności.

Dzisiaj Słowo Boże, Eucharystia rozwija naszą wiarę w Chrystusa, który przychodzi do nas, abyśmy nieustannie zmieniali patrzenie na świat, na to, co nas otacza, wciąż widząc nadzieję…

On jest tym, który zbawia, uwalnia nas od grzechu. Ale aby zostać przez Niego zbawionym, trzeba się przyznać do grzechu i go wyznać. Nie chodzi tutaj o wzbudzenie w sobie kompleksu winy i zatrzymywanie się jedynie na tym, o dręczenie siebie tym, co złego wydarzyło się w moim życiu. Przeciwnie, mam czuć ulgę z otrzymanego przebaczenia. Przez to właśnie dajemy się zbawić Chrystusowi. To jest prawdziwa droga ku wolności.

Bo grzesznikami jesteśmy z samej naszej natury od chwili narodzin. Tak jak mówi św. Jakub: „wszyscy bowiem często upadamy”. I nie możemy odwracać się od tej rzeczywistości, uciekając jak Adam, pierwszy człowiek, ale raczej powinniśmy wracać na wzór syna marnotrawnego. Powracając, jednocześnie mamy wyznawać: Ojcze zgrzeszyłem… Ojcze zgrzeszyłem…

Widzisz w sobie zło? Jak często przyznajesz się do grzechu? I co z tym robisz?

Bo zdaje się, że problemem jest to, iż często, aby się oczyścić, nie uciekamy się do Baranka-Chrystusa, który gładzi grzechy, ale do uzdrawiaczy tego świata, psychoanalityków itd., a nie zawsze jest to właściwy kierunek.

Wracajmy do źródeł, do Chrystusa i przyzywajmy Ducha Bożego.