Wy zatem tak się módlcie: Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech się święci Twoje imię! Niech przyjdzie Twoje królestwo; niech Twoja wola się spełnia na ziemi, tak jak w niebie. Naszego chleba powszedniego daj nam dzisiaj; i przebacz nam nasze winy, tak jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili; i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego. Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, Ojciec wasz nie przebaczy wam także waszych przewinień".

 

Spieczona i popękana ziemia, tak jak wyschłe usta i spragnione serce, szybciej i skuteczniej przyjmują drogocenną wodę, pokarm. Poszcząc, nie chcemy tylko mniej jeść, pić…, ale też np. mniej mówić, chcemy świadomie porzucić kakofonię naszych słów (ich mnogość i niespójność), a wyruszyć na poszukiwanie Słowa, które nas ożywi i napełni.

Bóg wypowiada Słowa, które nie powiększają kakofonii, ale mają w sobie siłę jedyną, tworzenia na nowo z naszego życia symfonii – jedności: „jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne” (Iz 55,10-11).

Pytanie, jakie się rodzi: czy naprawdę mam w sobie wodę życiodajną od Boga? Ona przecież wylewana jest na świat w obfitości! Czy szukam słów Boga, które nasycają? Naprawdę wystarczają mi słowa bieżących wiadomości, z książek, muzyki… słowa znajomych?

 „Nie bądźcie gadatliwi…” mówi Jezus (Mt 6,7). Jeśli za dużo słuchamy i mówimy, to łatwo też zadziałać tą samą siłą rozpędu wobec Boga na modlitwie. To też kakofonia, w której możemy się łatwo pogubić. Jezus zamknął całą tajemnicę modlitwy w siedmiu wezwaniach modlitwy „Ojcze nasz”. Wcale nie jest doskonałym w modlitwie ten, który tylko powtarza te słowa i myśli, że się modli doskonale. Modli się doskonale ten, który każde słowo, wezwanie, zdanie Jezusa przyjmuje i czyni symfonią ze swoim życiem. Mówi „Ojcze…” i może tylko tyle wystarczy na raz. Mówi „bądź wola Twoja…” kiedy wstaje rano i wie, ile trudu go czeka i świadomie w ten trud wchodzi. Mówi w pokusie „wybaw mnie od Złego” tak długo, aż poczuje, że stanął na skale, chroniąc się w cieniu krzyża Jezusa. Mówi spokojnie całość „Ojcze nasz” i doświadcza, jak orzeźwiająca ulewa wypełnia, zalewa serce. Potem już nie musi mówić albo mówi to, co trzeba, a słowa te są jak smaczne owoce.