Kiedy schodzili z góry, uczniowie zapytali Jezusa: «Czemu uczeni w Piśmie twierdzą, że najpierw musi przyjść Eliasz?». On odparł: «Eliasz istotnie przyjdzie i wszystko naprawi. Lecz powiadam wam: Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli. Tak i Syn Człowieczy ma od nich cierpieć». Wtedy uczniowie zrozumieli, że mówił im o Janie Chrzcicielu.

 

Zastanawiam się, o co tak naprawdę pytają Jezusa uczniowie. Odpowiedź nie jest wcale oczywista. Pytanie uczniów wydaje się dotyczyć wyłącznie uczonych w Piśmie. Ale można przypuszczać, że Apostołowie doskonale znali zapowiedź dotyczącą Eliasza, na którą bez wątpienia powoływali się uczeni w Piśmie: „Oto Ja poślę wam proroka Eliasza przed nadejściem dnia Pańskiego, dnia wielkiego i strasznego” (Ml 3,23). Być może nie wprost uczniowie pytają, dlaczego uczeni w Piśmie odrzucili Jana, który przyszedł w mocy i duchu Eliasza. A może pytanie nie dotyczy wcale uczonych w Piśmie lub nie wyłącznie uczonych Piśmie? Może ci trzej Apostołowie, schodzący wraz z Jezusem z Góry Przemienienia, na której widzieli Mojżesza i Eliasza, sami przeżywają teraz wątpliwości? Czy Eliaszem, który miał przyjść, aby „skłonić serca synów ku ojcom i ojców ku synom” (Ml 3,24) jest ten, którego widzieli na górze, czy ten, którego wskazywał im Jezus (zob. Mt 11,14)? Czy możliwe, że chodzi o Jana, skoro jego misja skończyła się tragiczną śmiercią?

Odpowiedź Jezusa nie rozwiewa wszystkich wątpliwości. Co znaczy, że Eliasz przyjdzie i naprawi wszystko? Czy można uznać, że Jan, który zginął tragicznie w więzieniu Heroda naprawdę wszystko naprawił? A może uczynił to przez głoszenie nawrócenia? Ale przecież ono nie zostało przyjęte przez wszystkich... A może Jezus chciał pokazać, że Boża logika kolejny raz przekracza ludzkie wyobrażenia: Eliasz, który przychodzi w mocy i duchu, aby naprawić wszystko, staje się zapowiedzią Syna Człowieczego, który zostanie wydany w ręce ludzi...

Tyle pytań, które pozornie nie znajdują odpowiedzi. A jednak zapraszają w głąb Słowa – wciąż głębiej i głębiej...