Jezus powiedział do Nikodema: „Nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił, Syna Człowieczego. A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony”.

 

Myślę, że nie wypowiem czegoś niezwykłego, jeżeli stwierdzę, że niewiele pamiętam z katechizacji w szkole poza pojedynczymi zdaniami i wydarzeniami. Jednym z zapamiętanych przeze mnie wydarzeń było pytanie księdza katechety w szkole średniej: "co jest sztandarem jednoczącym wszystkich chrześcijan na świecie?". Długo nie padała właściwa odpowiedź, aż wreszcie mój kolega z ławki powiedział, że krzyż. Niby takie proste..., a trzydziestu nastoletnich chrześcijan miało z tym pytaniem problem.

To krzyż jest tym najważniejszym sztandarem, pod którym odbywamy naszą ziemską pielgrzymkę. I choć jest on znakiem strasznym, znakiem śmierci, to jednak z niego płynie wielka miłość i "pozytyw", bo "Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, żeby świat został przez Niego zbawiony."