Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. «Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien». I mówił do nich: «Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakimś miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd, strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich». Oni więc wyszli i wzywali do nawracania się. Wyrzucali też wiele złych duchów, a wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.

 

Jezus Chrystus każdego dnia rozsyła nas, abyśmy głosili Jego naukę słowem, świadectwem. Nie chodzi o wielkie, spektakularne wydarzenia, o których by była mowa w informacjach medialnych. Chrystus rozsyła, aby nieść miłość, przebaczenie, uczciwość, wierność… Nie chodzi o wielkie nakłady finansowe… Przez małe, niepozorne sprawy (uśmiech, dobre słowo, podanie ręki) też mogą dokonywać się wielkie rzeczy.

Czy jestem przekonany, że zwykła codzienność, szarość dnia może być miejscem głoszenia Chrystusa, miejscem stawania się Jego apostołem?