Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: «O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi! Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą, a nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia».

 

Jezus na kartach Ewangelii nie płacze często. Poza tym przypadkiem kojarzę płacz Jezusa przy grobie Łazarza. Dziś widzimy Jezusa płaczącego nad Jerozolimą. Sam byłem pod Ścianą Płaczu, będącą małym fragmentem murów fundamentu świątyni jerozolimskiej, i do dziś pamiętam, jakie wrażenie to na mnie zrobiło.

Rozpoznać czas nawiedzenia, tego, że Bóg przychodzi, wzywa do nawrócenia i chce dać pokój. Warunkami tego pokoju są: więź z Bogiem, pokora, ubóstwo, uniżenie i służba, a więc realizowanie nauki głoszonej przez Jezusa. Niestety, Jerozolima ma zamknięte serce na takie postawy.

A moje serce? Tyle słucham, tyle treści chłonę. Czy to mnie zmienia? Dziś na nowo chcę rozpoznać czas mojego nawiedzenia, spotkania Jezusa ze mną, podejścia na poważnie do tego, co On do mnie mówi, aby nie być powalonym i zdruzgotanym, aby nie stracić życia. Jezus płacze z miłości do nas i nie chce nas stracić.