Gdy Jezus i uczniowie Jego się przeprawili, przypłynęli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu. Skoro wysiedli z łodzi, zaraz Go rozpoznano. Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych tam, gdzie jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby ci choć frędzli u Jego płaszcza mogli dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.

 

Jezus kontynuuje swoją misję. Głosi nadejście królestwa Bożego. Przybywa do ziemi Genezaret, gdzie od razu zostaje rozpoznany. Czy chodzi tylko o wygląd zewnętrzny? Wydaje się, że nie. Świadczyć o tym może fakt, że kto tylko był w potrzebie, przynosił swoich chorych przed Jezusa, by chociaż się Go dotknęli. Wierzyli, że ma On moc, by ich uzdrowić.

Całkowicie odwrotnie zachowali się mieszkańcy Nazaretu. Tam nikt nie przyprowadził swoich chorych  (Ewangelia wspomina tylko o kilku osobach), chociaż bardzo dobrze znali Jezusa. Tak przynajmniej im się wydawało.

Uczestniczę teraz w Dniach Odnowy, których temat m.in. dotyka Eucharystii. To w niej, my współcześni, możemy rozpoznawać Jezusa, to, kim naprawdę jest. To podczas adoracji Najświętszego Sakramentu możemy się Go uczyć. Tylko w przestrzeni tej Świętej Obecności możemy dojrzeć, by rozpoznać oczami wiary, to, co jest zakryte.