Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: «Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedne ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na grunt skalisty, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha!».

 

Siewca zaczął siać i robi to z niesamowitą obfitością, nawet rozrzutnością. Jak można jednak rzucać ziarno na drogę, skaliste podłoże czy między ciernie? Tak, można, bo to sam Bóg, który rzuca ziarno swojej miłości wszędzie. Bóg rzuca w nadziei, że ziarno wyda owoc. Jego nadzieja może przemieniać każde podłoże w żyzną glebę. Ile razy w ciągu dnia jesteśmy drogą, skalistym czy ciernistym gruntem, a ile w końcu żyzną glebą?

Kto ma uszy, niechaj słucha! Tyle w ciągu dnia słyszymy. Oby słyszeć każdego dnia Tego, który jako jedyny jest źródłem życia.

Duchu Święty, ucz nas słuchania przynoszącego obfity plon!