Jan Chrzciciel tak głosił: «idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby schyliwszy się, rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym». W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na Niego. A z nieba odezwał się głos: «Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie».

 

Każdy smutek zamienia się w radość. 

Może to brzmi cukierkowo, ale takie są fakty. Wśród wszystkich tragedii świata, złośliwych wirusów i zakamuflowanych spisków; wśród panoszącej się choroby i śmierci; wśród mojej i Twojej słabości, ba – grzechu; wśród najbardziej niewyobrażalnego dramatu słowo z dzisiejszej Ewangelii – Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie – brzmi jak niczym niezmącona, płynąca przez mijające wieki, kruszące się potęgi i niezrealizowane projekty rzeka nadziei. Bo trudno sobie wyobrazić, że Ten, który oddał za nas swoje życie, nie podzieli się z nami i tą nadzieją. Ty i ja też jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga w Chrystusie.