On wziął go na bok, z dala od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: "Effatha", to znaczy: Otwórz się. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. I przepełnieni zdumieniem mówili: "Dobrze wszystko uczynił. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę".

 

Wzrok, słuch, smak, węch i dotyk – to te najbardziej powszechne, jak twierdził Arystoteles, zmysły. Czy jest ich tylko pięć? A może więcej? Zostawmy te dywagacje filozofom i neurologom. Zmysły bardzo pomagają człowiekowi w normalnym funkcjonowaniu. Na co dzień nie zastanawiamy się nad ich koniecznością, jednak gdy któryś z nich zaczyna szwankować, odczuwamy jego brak. Okazuje się, że bardzo trudno funkcjonować, kiedy brakuje choćby jednego z nich.

Głuchoniemy – człowiek dotknięty, aż dwiema jednostkami chorobowymi – głuchotą i brakiem mowy. O tym biednym człowieku rozpisuje się św. Marek. Jest dotknięty cierpieniem. Jego to przyprowadzają przed Jezusa, prosząc o łaskę zdrowia. Jezus bierze go osobno, na bok. Jest chory i Jezus Mesjasz czyni znaki, po których chory otrzymuje łaskę zdrowia. Wprawia to w zdumienie i zachwyt wszystkich świadków tego wydarzenia.

Spójrzmy na to wydarzenie z nieco innej perspektywy. W miejsce owego chorego postawmy siebie – grzesznika dążącego do świętości. Zobacz, często jest tak, że to ktoś inny musi nas przyprowadzić do Jezusa. Musi wziąć nas za rękę i zaprowadzić, jak dziecko do Niego. Jaki wniosek możemy wysnuć? Potrzebujemy innych ludzi, potrzebujemy jakieś wspólnoty, aby nasza wiara mogła się rozwijać. Zauważa to także papież Franciszek, który w encyklice „Lumen fidei” zapisze: „Nie można wierzyć samotnie. Wiara nie jest tylko indywidualnym wyborem dokonującym się we wnętrzu wierzącego, nie jest odizolowaną relacją między «ja» wiernego i «Ty» Boga, między autonomicznym podmiotem i Bogiem. Ze swej natury otwiera się ona na «my», wydarza się zawsze we wspólnocie Kościoła. Przypomina nam o tym dialogowana forma Credo w liturgii chrzcielnej. Wiara wyraża się jako odpowiedź na zaproszenie, na słowo, którego należy słuchać i które nie pochodzi ode mnie, i dlatego włącza się w dialog, nie może być jedynie wyznaniem, które płynie od jednostki. Można odpowiedzieć w pierwszej osobie: «wierzę», tylko dlatego, że należy się do wielkiej wspólnoty, tylko dlatego, że mówi się również «wierzymy». To otwarcie na eklezjalne «my» dokonuje się zgodnie z otwarciem cechującym miłość Bożą, która nie jest tylko relacją między Ojcem i Synem, między «ja» i «ty», lecz w Duchu jest także «my», wspólnotą osób. Dlatego właśnie ten, kto wierzy, nie jest nigdy sam i dlatego wiara dąży do tego, by się rozpowszechniać, zapraszać innych do swej radości. Człowiek otrzymujący wiarę odkrywa, że poszerzają się przestrzenie jego «ja» i nawiązują się nowe relacje, które wzbogacają życie” (tamże, p. 39).

Potrzebujemy innych, aby i czasem wspierali nas przed Bogiem. Zauważmy: to ci, którzy przyprowadzili głuchoniemego mówią „za niego”. On ciągle milczy. Jakże ważna jest modlitwa wstawiennicza, która była obecna w Kościele od pierwszych wieków. Ta forma modlitwy znajduje się także podczas Mszy św. w tzw. spowiedzi powszechnej: „Przeto błagam Najświętszą Maryję, zawsze Dziewicę, wszystkich aniołów i świętych i was, bracia i siostry, o modlitwę za mnie do Pana Boga naszego”. Potrzebujemy modlitwy innych i nie wstydźmy się prosić o nią. 

Idąc dalej w rozważaniach. Jezus odsuwa osobę chorą od pozostałych, na bok. Po przyprowadzeniu do Jezusa, On chce być sam na sam z człowiekiem. Potrzebny jest w rozwoju życia duchowego również ten etap. Bycie sam na sam z Jezusem. On już będzie doskonale wiedział co należy uczynić, co jest bolączką każdego człowieka. Znajdujesz czas na bycie z Jezusem na osobności, w ciszy? Nie tyle On tego potrzebuje, co każdy z nas. 

Warto często modlić się do Ducha Świętego o te dary; dar słuchu i dar mowy. Dotknij Panie moich uszu, aby usłyszał Twój głos i zawsze szedł za nim. Dotknij Panie moich warg, abym przemówił językiem miłości i dobroci. 

Jeżeli od razu nie otrzymasz owych darów, nie popadaj w rozpacz, ale zwróć swoje serce jeszcze bardziej ku Bogu. Trwaj przy Nim sam na sam, w cichej modlitwie uwielbienia i dziękczynienia. Bądź dla innych przewodnikiem, który przyprowadza do Jezusa i często w pierwszym momencie rozmawia z Nim.