Gdy Jezus podniósł oczy, zobaczył, jak bogaci wrzucali swe ofiary do skarbony. Zobaczył też, jak pewna uboga wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki, i rzekł: «Prawdziwie, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę Bogu z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie».

 

Dzisiejszy fragment Ewangelii jest obrazem do słów, które można sparafrazować w ten sposób: "z obfitości serca dają ręce". Jak ważne jest, o ile nie najważniejsze, byśmy badali swoje serce, przyglądali się temu, co w nim jest, co zwycięża, co boli, co tchnie smutkiem, niespełnieniem, rozczarowaniem, a co daje nadzieję i sprawia, że chce nam się żyć. Myślę, że wszyscy się zgodzimy z tym, że prędzej czy później prawda o zawartości naszego serca wypłynie na zewnątrz. Dlatego tak ważne jest, czym karmimy nasze serce, z kim żyjemy, spotykamy się. Bywa tak, że ze względu na dane słowo, na zobowiązania, które uczyniliśmy wobec Boga lub człowieka, nasze środowisko domowe czy wspólnotowe potrafi bardzo zatruwać nasze serce. Wtedy bardzo ważne, by oprzeć się na kimś, kto może je ocalić od zgorzknienia i skupienia się na bólu. Dobrze, jeśli mamy przyjaciela, ale najlepiej, jeśli mamy bliską relację z Bogiem. Ostatecznie tylko On może sprawić, by nasze serce było wolne od wszystkiego po to, by oddać wszystko.