Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby na Niego nie napierano. Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby Go dotknąć. Nawet duchy nieczyste, na Jego widok, padały przed Nim i wołały: „Ty jesteś Syn Boży”. Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały.

 

Jezioro Galilejskie niczym amfiteatr ściąga wielkie tłumy ludzi. Co to za sztuka? Kim jest główny bohater, że tak liczne ciągną do Niego tłumy?

W sobie właściwy sposób ewangelista Marek podsumowuje dotychczasowe opowiadania o Jezusie. O tym, jak nauczał, jak uzdrowił trędowatego i paralityka, jak powołał celnika na swojego ucznia, jak wyjaśnił sprawę postów, jak przywrócił właściwą rolę szabatu, jak uzdrowił człowieka z uschłą ręką. Wielu ludzi słysząc tylko, co Jezus uczynił, przychodziło do Niego ze wszystkich okolic żydowskiego świata. Przychodzili w nadziei, że i oni doświadczą uzdrawiającej mocy Jego łaski.

„(…) szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o tym, jak wiele działał” I dzisiaj raz po raz jesteśmy świadkami podobnych zgromadzeń, kiedy to wielkie mnóstwo ludzi przychodzi na pogrzeb kapłana, świeckiego, zakonnika, który wiele działał.

Żywo w pamięci brzmią mi słowa współbrata, który po jednym z takich pogrzebów księdza, proboszcza miejskiej parafii, wyraził pragnienie, aby na jego pogrzebie zebrały się takie same tłumy księży i świeckich. Od razu wtedy rodzi się w sercu pytanie: czy w moich słowach, czynach i myśleniu przebija moja osobista wielkość czy raczej słowa, czyny i myślenie Jezusa? Tylko to, co przeniknięte jest autentycznym duchem Ewangelii, może mieć siłę przyciągania – przyciągania do Jezusa!