Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadłszy na kolana, prosił Go: «Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić». A Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony». Zaraz trąd go opuścił, i został oczyszczony. Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: «Bacz, abyś nikomu nic nie mówił, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich». Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.

 

Skazany za życia na piekło – tak pokrótce można by opisać los człowieka trędowatego. Wygnany na pustynię, samotny, z bezwzględnym zakazem kontaktowania się z innymi… Uzdrowienie trędowatego przez Jezusa było jakby daniem nowego życia, wskrzeszeniem zmarłego. Jezus, dotykając chorego, uzdrawia go.

Człowiek trędowaty to symbol przejścia z tego, co stare, do tego, co nowe; z tego, co kiedyś wykluczone i zepchnięte na margines, do tego, co daje nowe życie. Święty Marek w opisie cudu nie przedstawia ani imienia uzdrowionego, ani miejsca tego wydarzenia, ani czasu – tak jakby to było wszystko nieważne. Dlaczego? Dlatego, że owym chorym mogę być ja, z moim imieniem, tam gdzie żyję i w obecnym czasie. Bo trądem jest przecież każdy grzech, który powoduje rozkład duszy, powolne jej obumieranie. Prośmy Jezusa, aby leczył nasz trąd każdego dnia.