Jezus opowiedział niektórym, co dufni byli w siebie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: «Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”. A celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi, mówiąc: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony».

 

Jeden z cesarzy wizytował więzienie. Zatrzymywał się przy każdej celi i pytał uwięzionych o powód, dla którego znaleźli się w tak nędznym miejscu i kondycji.
– Jestem niewinny, wasza wysokość! – mówili jedni.
– Nic złego nie uczyniłem! – utrzymywali inni.
– Znalazłem się tutaj na skutek jakiejś fatalnej pomyłki! – tłumaczył ktoś.
– W życiu muchy bym nie skrzywdził!
– Litości, wasza wysokość!
Wreszcie cesarz stanął przed milczącym człowiekiem stojącym przy kracie gdzieś z boku.
– A ty, jak się tutaj znalazłeś, człowieku? – spytał władca.
– W gniewie porachowałem kości pewnemu biedakowi. Sąd skazał mnie na karę, którą tu sprawiedliwie odbywam.
Cesarz, usłyszawszy to, rozkazał:
– Natychmiast uwolnić tego człowieka. Nie można pozwolić na to, by skruszony i nawrócony człowiek przebywał wśród tych „niewinnych bandytów”.

Mówi się, że skrucha jest siostrą pokory. Skrucha, podobnie jak i pokora, pozwala przyjąć prawdę o sobie, przede wszystkim w odniesieniu do swojego postępowania. Skrucha nie potrzebuje oglądania się na innych, porównywania się do nich. Skrucha przypomina nam, że zaczynamy od siebie. A zobaczyć siebie nie w subiektywnym, ale obiektywnym świetle to właśnie jest pokora. Pokora i skrucha Boga udobrucha – tak mi się zrymowało. Coś w tym jednak jest. Sercem skruszonym nie pogardzisz, Panie. Czasem widzimy, słyszymy, jak ktoś, kto dokonał jakiegoś głupiego czynu, z uporem twierdzi, że to nie on… Złapią cię za rękę, to mów, że to nie twoja. Bóg przebacza skruszonym i pokornym, którzy do Niego przychodzą. Ci pozostali są pewni, że im Boże przebaczenie jest niepotrzebne, bo przecież inni dookoła nich są sto razy gorsi niż oni sami.