Jezus powiedział: «Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: „Pójdź zaraz i siądź do stołu”? Czy nie powie mu raczej: „Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił”? Czy okazuje wdzięczność słudze za to, że wykonał to, co mu polecono? Tak i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono, mówcie: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać”».

 

 

W pierwszym momencie słowa Pana Jezusa mogą budzić sprzeciw. Przecież naturalne wydaje się oczekiwanie podziękowania i wdzięczności ze strony osób, którym przychodzi nam w jakikolwiek sposób usługiwać. Sama czasem łapię się na tym, że jest mi przykro, kiedy moja praca, moje poświęcenie jest niedoceniane albo lekceważone.

Dzisiejsza Ewangelia po raz kolejny przypomina mi o pokorze. O cichym i oczywistym zapieraniu się siebie, wynikającym z mojego powołania. O nieustannym przypominaniu sobie, że służąc bliźniemu, że oddając cząstkę siebie, swój czas, umiejętności, talenty – służę samemu Chrystusowi.

A nagroda? A wdzięczność? Kiedy naprawdę zrozumiemy, KOMU służymy, nasze utrudzenie, poświęcenie, troska, nasze głody i pragnienia w naturalny sposób zejdą na drugi plan.

Obecny czas pandemii, z jakim boryka się cały świat, jest też bardzo wyraźnym i natężonym czasem służenia, oczywiście szczególnie dla personelu medycznego i wszelkich zawodów pośrednio związanych z niesieniem pomocy chorym. My też możemy sobie usłużyć, troszcząc się o sobie nawzajem i przestrzegając zaleceń epidemicznych, bo każde życie ludzkie jest bezcenne, wykupione Przenajświętszą Krwią Chrystusa. Warto o tym pamiętać w każdej sytuacji i w każdym czasie.